AKCJA WISŁA

Przyczyny i przebieg Akcji Wisła

W lutym 1945 r. w Gorlicach powstał Włościańsko-Robotniczy Komitet Łemkowszczyzny (to kolejna „biała plama” w polskiej historiografii), jego inspiratorami było zapewne NKWD. Właściwie jedynym celem organizacji była agitacja za wstąpieniem do Armii Czerwonej, a dokładniej prowadzenie poboru. Było to nielegalnie, niezgodne z przepisami prawa międzynarodowego, sowieci nie mieli prawa powoływać polskich obywateli w szeregi swojej armii, mało tego było to niezgodne z polskim prawem! Powracający, nierzadko spod Berlina, na miejscu nie zastawali swoich bliskich, w tym czasie wywiezionych, a władze polskie traktowały ich jak bezpaństwowców, albo nawet „najemników” z obcej armii.Sytuacja jaka panowała w tym rejonie była niezwykle zawiła. Z jednej strony zapuszczała się tu UPA, pojawiały się polskie oddziały podziemia, dochodziło do rozbojów szabrowniczych, a z drugiej strony działało NKWD.
Rozpoczęto tzw. akcję ewakuacyjną na mocy umowy zawartej między PKWN a USRR (identyczne umowy zostały podpisane z Białorusią i Litwą) 9 XI 1944 r. Większość autorów uznaje to za polski plan uzyskania państwa narodowego, natomiast biorąc pod uwagę zależność PKWN (właściwie polskiej filii stalinowskiego rządu ZSRR i KPZR a nie „polskiego rządu”) od Moskwy, posiadanych wówczas sił własnych (akcja była przeprowadzona przez NKWD) jak i charakteru działań (wysiedlenia jako element polityki narodowościowej są „rosyjską specjalnością” wystarczy przypomnieć Czeczenów, Tatarów) przekonuje, co do prawdziwego autorstwa. Ciekawostką są relacje samych Łemków z tego okresu, którzy mieli usłyszeć jeszcze w 1945 r. od agitatorów NKWD, że jeśli nie wyjadą na Ukrainę to zostaną przesiedleni na Zachód. Ewakuacja miała z założenia być akcją dobrowolną, w związku z małym zainteresowaniem z czasem została zamieniona w akcję przymusową. W tym celu powołano Grupę Operacyjną „Rzeszów”, w jej skład weszły : 8. DP (dywizja piechoty), 9. DP, oddziały WOP (Wojska Ochrony Pogranicza), KBW, MO i  UBP. Z Łemkowszczyzny w pierwszym rzędzie wyjechali mieszkańcy zdewastowanych okolic Dukli, co ważne w miejscach działania UPA dobrowolnie zgłosiło się do 28%.28 XI 1944 r. Ł. Beria wydał rozkaz nr 00 1063, o organizacji punktów „kontrolno-przepustkowych” w strefie przygranicznej.Agitatorzy sowieccy obiecywali „kiełbasy na płotach”, mleko i miód w nowej ojczyźnie. Rzeczywistość była zupełnie odmienna, czekała ich wywózka, głównie na stepową Ukrainę, do tamtejszych sowchozów, gdzie według relacji rodzinnych autora ludzie byli doprowadzeni do tak skrajnego głodu, że musieli jeść np. lebiodę. Ponadto większość ewakuowanych, została zmuszona do całkowitego zerwania kontaktów z pozostawioną rodziną, właściwie do czasów Gorbaczowa.
Do 1 III 1945 r. zgłosiło się tylko 81 tys. chętnych, co wymusiło konieczność przedłużenia umowy do 15 VI 1946 r., co miało miejsce 14 XII 1945 r. Ostatecznie przesiedlono 122 450 rodzin, tj. 480 305 osób, w tym abp J. Kocyłowskiego.
Ciekawym wątkiem jest stosunek Nikity Chruszczowa do przebiegu granicy USRR i Polski. „Przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych Ukrainy, na sesji Rady Najwyższej w Kijowie, 1 III, zażądał przyłączenia do Ukrainy pięciu powiatów, a w szczególności chełmskiego, tomaszowskiego, położonych na zachód od Buga i lini Curzona.”Już po utworzeniu PKWN, komisarz spraw zagranicznych, O. Kornijczuk (mąż Wandy Wasilewskiej) miał wystąpić z oficjalnym postulatem przyłączenia do Ukrainy sowieckiej, Podlasia, Chełmszczyzny, Zasania i Łemkowszczyzny. Powiązawszy to z faktem, o nadzwyczajnej pobłażliwości dla faktycznej wojny, jaka miała miejsce w Bieszczadach (tzw. republika powstańcza), a nawet pojawiające się we wspomnieniach polskich żołnierzy przypadki zwalniania przez sowietów uprzednio schwytanych banderowców, świadczą o żywym zainteresowaniu Chruszczowa i USRR utrzymaniem chaosu w tej części Polski. Umowy graniczne zawierał Stalin, a nie Chruszczow, ten „obrońca” Stalingradu, zapewne już wówczas kierował się swoimi ambicjami, nie zawsze identycznymi ze stalinowskimi. Plany te z całą pewnością były znane członkom PKWN, zważywszy choćby na osobistą znajomość W. Wasilewskiej! Szybkie uspokojenie sytuacji w Bieszczadach było, więc w żywotnym interesie Polski, a ze względu na braki kadrowe Armii i zapowiadającą się długą walkę z UPA urodził się plan Akcji Wisła. Zarzuty o polskim ukrainożerstwie, jakie dało swój wyraz w tej akcji są bezpodstawne. Nie zgadzam się z opinią, że była to zemsta za Wołyń, bo co do tego mieliby Łemkowie?! Była to akcja zabezpieczenia granic i szybkiej likwidacji UPA. Zresztą nie do końca pewne, czy akcji tak do końca polskiego autorstwa, o czym świadczy często przywoływana zbieżność nazw akcji skierowanej przeciwko UPA na Ukrainie („Zachód”) i początkowo w Polsce („Wschód”). Ale co do inspiracji radzieckich, to nie ma dowodów na to i nie będzie, dopóki nieodtajnione będą archiwa w Moskwie.
Oficjalną przyczyną rozpoczęcia Akcji Wisła było zamordowanie 28 III 1947 r. w zasadzce UPA pod Jabłonną gen. Karola „Waltera” Świerczewskiego. Co do samej śmierci jest wiele pytań: co Świerczewski robił w Bieszczadach (wizytował jednostki przygotowywane do Akcji?), od czyich kul padł (istnieje przypuszczenie, że padł z rąk własnych żołnierzy), czy wreszcie na ile zasadne są przypuszczenia o już wcześniej trwających przygotowaniach do przesiedleń. Dzień później Biuro Polityczne KC PPR zaaprobowało plan przesiedleń „Ukraińców.” Prawdziwą przyczyną podjęcia Akcji było pozbawienie UPA zaplecza, jakie stanowiły wioski zamieszkałe przez ludność niepolską, oraz zabezpieczenie granic (co zwłaszcza interesowało ZSRR, który prowadził akcje pacyfikacyjną, a oddziały UPA używały terenów Polski i Czechosłowacji jako baz zaopatrzeniowych i zaplecza). O tym zainteresowaniu świadczy fakt koordynacji działań, minister obrony narodowej M. Żymierski 16 IV przekazał pisma ministrom właściwym ZSRR i CSRS o planowanej akcji, a ponadto Czesi wyrazili zgodę na ściganie wroga w pasie przygranicznym (co prawda takie poinformowanie to nic nie zwykłego, to standardowa procedura ale może być również śladem szerzej planowanej akcji demoludów). Nie da się ukryć, że celem było też osłabienie znaczenia mniejszości narodowych w kraju. Co jednak ważne nie zgadzam się z opinią, że była to akcja, której podstawowym celem było zasymilowanie całej mniejszości. Władze tak na prawdę nie wiedziały, jakie faktyczne „zagrożenie” ma ludność ukraińska, gdyż zakładano, że w granicach Polski pozostało do 15 000 jej przedstawicieli. Zakładano, więc marginalne znaczenie „Ukraińców” w nowym państwie, oczywiście przepisy dotyczące rozmieszczenia na nowych ziemiach wskazywały na chęć zasymilowania i pozbycia się „kwestii ukraińskiej”, ale to było raczej kwestią drugoplanową.
Dokładny przebieg Akcji jest wyczerpująco opisany w polskie historiografii, należy jednak zwrócić uwagę na kilka kwestii. Po pierwsze, wśród samej ludności na ogół nie było żalu do Polaków-sąsiadów, często spotykało się opinię, że to decyzja Stalina a nie samych Polaków. Wbrew wybiórczemu prezentowaniu wspomnień i zapisów, w większości przypadków sama deportacja odbywała się w spokoju i bez poważniejszych ekscesów. Główne niedogodności spowodowane były nie doszacowaniem faktycznej liczebności osób do przesiedlenia, a w terenach o szczególnie intensywnej działalności UPA ludność nie otrzymała szansy zabrania dobytku ( przewożono ją ciężarówkami).
Najistotniejszą jest kwestia niedopuszczalności zasady zbiorowej odpowiedzialności zastosowanej przy podejmowaniu decyzji o przesiedleniach. Łemkowie zostali ponownie doświadczeni przez los, jaki zgotowali im de facto Ukraińcy. W czasie wojny światowej cierpieli za swoją nie-ukraińskość, następnie ich ojczyzna została wypalona do gołej ziemi przez front, potem zmuszeni zostali do służby w Armii Czerwonej i rzuceni na front po kilkudniowym przeszkoleniu, teraz musieli opuścić swoją odwieczną ojczyznę za rzekomą działalność w UPA, czyli za bycie (tym razem) Ukraińcami.
Poparcie i udział Łemków w UPA to kwestia dość zażyłych dyskusji, podczas których na ogół obnażana jest nieznajomość kwestii łemkowskiej autorów próbujących zmierzyć się z kwestią. Najwięcej nieścisłości jest spowodowane zaliczaniem mieszkańców tzw. Łemkowszczyzny wschodniej i środkowej, a zwłaszcza Bojkowszczyzny czy nawet rejonów Przemyśla, oraz traktowanie wszystkich mieszkańców Łemkowszczyzny za Łemków, zapominając o „imporcie” ukraińskich nacjonalistów z czasów UCK i kleru, przykładowo „Heli” pochodził faktycznie z Myscowej, ale był synem proboszcza przydzielonego do tej parafii z Galicji Wschodniej. Bodaj jedyną pracą godną zauważenia jest artykuł Bogdana Horbala, który (na ile to możliwe) analizuje głównie wspomnienia i dostępne dokumenty przy zachowaniu metodologicznego określenia Łemkowszczyzny i Łemków. Obala on mit łemkowskiej sotni „Stacha”, która została sformowana w strefie przejściowej, a jednocześnie wykazuje przyczynę wstąpienia młodzieży w jej szeregi- obrona przed ewakuacją. O popularności UPA wśród Łemków świadczą dane zidentyfikowanych banderowców poległych na tereni OT „Łemko”, tylko 21 z 208 było Łemkami (17 z powiatu sanockiego, po 2 z krośnieńskiego i brzozowskiego). Na wiosnę 1946 tzw Rejon VII- Nadrejon „Beskyd” liczył 49 osób 9 1 nie był Łemkiem) z czego 21 nie miało przeszkolenia wojskowego, a do osiągniecia gotowości bojowej było wymagane 464 ludzi! W listopadzie 1946 r. na zachód od lini Krosno- Dukla- Bardejów miano utworzyć Nadrejon „Werchowyna”, ale nigdy nie osiągnął on gotowości bojowej. O stosunku Łemków świadczą wspomnienia upowców, o to jedno z nich: „Ludność nie rozumie nas i naszej walki. Tu trzeba  nawet płacić za żywność.” Horbal podsumowując dochodzi do następujących wniosków: UPA przyszła z zewnątrz i cały czas była dowodzona przez ludzi z zewnątrz, uzyskała poparcie tylko na wschód od „martwego pasa”, w szeregi wstępowali ludzie w obronie przed deportacją i wojną domową, Nadrejon „Werchowyna” nigdy nie osiągnął planowanego stopnia organizacji.Innymi dowodami mogą być straty poniesione przez nowe władze, gdy w rzeszowskim zabito 408 pracowników administracji to w krakowskim-5! Pozwolę sobie jeszcze przytoczyć wspomnienia jednego z banderowców, których część została opublikowana w czasopiśmie Magury. Przy opisie mordu w Baligrodzie czytamy : „Zbudziwszy ze snu tych terrorystów [„morderców  ukraińskich dzieci, kobiet i mężczyzn”-P.M.], nasze spec grupy odczytały im wyroki śmierci powstańczego sądu polowego…Potem wyrok wykonano na miejscu.” Pytam się: jakim prawem, na terenie państwa polskiego ktoś wydaje takie wyroki, kto dał im do tego legitymacje, kogo reprezentowały te sądy, jaki rząd, jakiego państwa? „W jednych [miejscowościach –P. M.] ludność odnosiła się do nas przychylnie, w innych nie brakowało donosicieli…W pierwszej połowie listopada w Mochnaczce Wyżnej zaskoczyli nas Polacy W tej wsi przeważali rusofile, którzy, jak wiadomo, patrzyli na nas jak na wrogów. Ze względów bezpieczeństwa zasadniczo staraliśmy się omijać takie wsie, czasem jednak odwiedzaliśmy je w celach uświadamiania wieśniaków. Nie zawsze udawało się ich przekonać, wielu więc było wśród nich donosicieli. Czasem takich kapusiów trzeba było kijami nawracać na właściwą drogę [podk.–P. M.].” Potwierdza również morderstwo Świerczewskiego: „ Z początku myśleliśmy, że to jakaś prowokacja. Ale nadeszli łącznicy z <trójkąta> i dowiedzieliśmy się, że kompnia <Chrina> rzeczywiście ubiła gen. Świerczewskiego.” W dalszej części czytamy opis o 100 000 armii polskiej (faktycznie wszystkich sił było nie więcej niż 21 000) i zapewne równie „wiarygodne” opisy rowów wypełnionych trupami, pomordowanych podczas Akcji Wisła. Sama książkato ohydna propaganda pełna, oczywistych momentami, przekłamań i nieścisłości historycznych, ale po ostrożnej analizie przynosi pewne informacje. Dowiadujemy się z niej o działalności UPA, relacji ludności do niej, a zwłaszcza o pochodzeniu tych oddziałów (cały jego oddział „Brodycza” przybył na Łemkowszczyznę ze wschodu, autor pochodzi z miejscowości Bircza).
Akcja Wisła stała się bodaj najważniejszym i najtragiczniejszym elementem świadomościowym Łemków jako wspólnoty. Kolejnym nie jako związanym z tą akcją jest obóz w Jaworznie, oraz karna służba w Batalionach Robotniczych. Wreszcie odtąd zaczyna się walka o zachowanie wiary i powrotu do „swoich gór.” Wydarzenia z lata 1945-47 nadal kryją kilka zagadek, co do prawdziwych motywów, autorów, celów. W literaturze często zapomina się jeszcze o jednym istotnym fakcie, o dziwnym zachowaniu Wł. Gomułki. Dlaczego skazał on Łemków na katorgę, przecież znał znakomicie realia Łemkowszczyzny i panujących tam podziałów narodowych, przecież to Łemkowie uratowali mu życie, dlaczego więc milczał? To świadczy albo o jego słabnącej pozycji, albo dowodzi o tym, że decyzja zapadła o wiele wyżej- czytaj w Moskwie. Tak o to Łemkowie po raz kolejny zostali wykorzystani zarówno przez Ukraińców jak i Polaków. Wydawać by się mogło, że to koniec ich historii. Nic bardziej mylnego.

Nowa rzeczywistość

 

W wyniku Akcji Wisła generalnie wszyscy Łemkowie (Ruś Szlachtowska został przesiedlona w 1950r.) znaleźli się na tzw. ziemiach odzyskanych. Łącznie przesiedlono 140 577 osób, a wśród nich ok. 30-35 tys. Łemków, czyli ok. 20 % wszystkich. Rozlokowani zostali na terenie 5 województw i 65 powiatów, mało tego rozproszeniu uległy nawet wspólnoty wiejskie, przykładowo 928 osób z Florynki zamieszkało na terenie 6 powiatów w 30 miejscowościach. Zdecydowana większość osiedlona została na środkowym Nadodrzu (nawet 96%), czyli w obecnym województwie dolnośląskim. Sama sytuacja Lemków po przesiedleniach jest dobrze opisana w literaturze, więc nie będzie przedmiotem naszej analizy.

Komunistyczny spisek

W opinii wielu Łemków ukrainofilów jak i samych Ukraińców po przesiedleniu rozpoczęły się działania państwa w celu rozbicia ukraińskiej mniejszość poprzez wspieranie separatyzmu łemkowskiego. Miało to być prowadzone poprzez wskazywanie za winnych ich katorgi na Ukraińców, działania służb specjalnych oraz wspieranie mniejszości poprzez specjalne traktowanie. Jest to hipoteza niemająca nic wspólnego z prawdą. Po pierwsze, na okres PRL-u nazwa Łemko został całkowicie wyrugowana. We wszystkich dokumentach mam do czynienia jedynie z terminem Ukrainiec. Co też powoduje spore problemy w badaniach nad tą grupą po II wojnie światowej. Po drugie, mniejszość łemkowska nie była w żaden sposób faworyzowana, przykładowo w przytoczonym przez S. Dudrę dokumencie z powiatu świebodzińskiego czytamy, że mniejszość łemkowska: „nie znajdowała się w kręgu zainteresowań Prezydium PRN i nie miała ze strony władzy żadnej pomocy ani opieki, a często wprost przeciwnie, była dyskryminowana…
Ważnym wydarzeniem było utworzenie na I Zjeździe Ukraińców w Warszawie (15-17 czerwca 1956 r.) Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego (UTSK). Już jednak podczas tego zjazdu dały się słyszeć głosy niezadowolenia wśród ludności łemkowskiej, która żądała odrębnych struktur organizacyjnych, czasami występując wręcz agresywnie wobec Ukraińców obarczając ich winą za swoją niedolę. Łemkowie słusznie podejrzewali, że ta koncesjonowana organizacja będzie dążyła do homogenizacji grupy i pozyskania jej dla potrzeb państwa socjalistycznego. „Ludność ta [łemkowska- P.M.] nie uważa UTSK, odżegnuje się od Ukraińców tłumacząc, że są z Rusi Karpackiej. Literacki język ukraiński uważała za coś obcego i nawet przeciwstawiała się nauczaniu swoich dzieci tego języka.”W odpowiedzi od Ukraińców mogli usłyszeć na ich zaopatrywania narodowe, nowe przezwisko: „mamuty.” Celem UTSK było przejawem braku miejsca w PRL dla Łemków, o tym najdobitniej chyba świadczą słowa H. Duć- Fajfer: „…co jedna mniejszość narodowa, to nie dwie. Wszystko można zmieścić w ramach jednego towarzystwa społeczno-kulturalnego, jednego systemu szkolnictwa, itd. Dlatego zrozumiałym jest, że przez 40 lat Łemkowie nie mieli wielkiego wyboru. Niezależnie od podejmowanych prób, nie mogli zarejestrować swego towarzystwa, nie mieli wolnego wyboru w samookreśleniu. Przy uwzględnieniu faktu znanego z przedwojennej Łemkowszczyzny, że spora część Łemków nie przyjęła nazwy <Ukrainiec> i że nie wytworzyła się wśród nich ukraińska świadomość narodowa, rodzi się pytanie, jak zachowała się ta część Lemków w sytuacji przymusowej?” Niepokorna postawa Łemków zmusiła wreszcie władze do zezwolenia, choć na minimum łemkowskości, jej przejawem było pojawienie się jednej strony w organie prasowym Towarzystwa Nasze Słowo, pt. „Łemkowskie Słowo" zastąpione „Łemkowską Stroniczką", a obecnie „Łemkowską Besidą." Niemniej i tu mamy do czynienia z procesami ukrainizacyjnymi, oddajmy głos ponownie Pani Duć- Fajfer: „Zdaje się, że w UTSK nieprzychylnie przyjmowana była znaczna łemkowska autonomia. Świadczą o tym próby zmieniania tekstów nadsyłanych na „Łemkowską Stroniczkę" tłumaczenie z łemkowskiego na „język literacki", wprowadzanie zmian w pisowni (wyrzucanie „y", wprowadzanie „ji"), zastępowanie niektórych słów innymi (np. zmiana „Rusin" na „Ukrainiec"). Wszystkie te sposoby „uświadamiania" przynosiły efekt przeciwny do zamierzonego.” Często można spotkać się ze swoistym zarzutem, że Łemkowie zaczęli podkreślać swoją odrębność dla uniknięcia stereotypu Ukraińca-banderowca, że ta nazwa nie miała negatywnych konotacji. Nic bardziej mylnego! We wszystkich wspomnieniach przesiedlonych ludzi, jakie w drodze badań miałem możliwość przeczytać, pojawia się wiadomość o tym jak Łemkowie byli szkalowani przed przyjazdem. Tuż przed przybyciem przesiedleńców władze (głównie ORMO i MO) prowadziły „akcję informacyjną” na temat nowych sąsiadów. Łemkowie byli wyzywani od najokrutniejszego góralskiego plemienia banderowców, ludzi w wilczej skórze etc. Zdarzało się, że rozdawano polskiej ludność broń, a ludzie spali z siekierami przy łóżkach dla zabezpieczenia się. Trudno dziwić się, że ta propaganda trafiała do ludności, duża jej część to ewakuowani z Wołynia i Galicji Wschodniej. O dziwo te stereotypy były też udziałem kleru, przykładowo w Szprotawie ksiądz z ambony grzmiał: „przyszli tu podli ludzie podłej narodowości…jak nie chce widzieć psa w kościele, tak ich nie chce widzieć”. Ponadto, jeśli miała to być tylko forma kamuflażu, to jak wytłumaczyć ruch autonomiczny sprzed wojny? Zapewne polskim spiskiem!
Ważnym elementem procesu upośledzenia prawnego ludności był dekret wydany 27 lipca 1949 r. o przejęciu przez państwo nieruchomości ziemskich nie pozostających w faktycznym użytkowaniu przez właścicieli, na mocy którego Łemkowie bezprawnie zostali pozbawieni swoich gospodarstw a zwłaszcza lasów. Swoistą tajemnicą jest, że władze lokalne miały przykaz utrudniać powroty Łemków i np. zwlekać z zameldowaniem, lub w ogóle nie przyznawać go. Ponadto miejscowe struktury ORMO i MO natychmiast reagowały represyjnie, gdy pojawili się Łemkowie, nawet jeśli tylko w celach towarzyskich czy „turystycznych.” Nadzieja na odzyskanie majątków pojawiła się po zawiązaniu tzw. Porozumienia Rzeszowsko-Ustrzyckiego z 1980 r., ale stan wojenny zablokował proces.
Sytuacja zaczęła się powoli zmieniać począwszy od 1952 r. a przybrała nowe oblicze po 1956 r., kiedy zezwolono na powroty. Na Podkarpacie w latach 1956-1960 wróciło 240 rodzin. Niemniej Łemkowie mieli do wyboru, albo ukrainizować się albo polonizować, na czym więc miał polegać spisek władz PRL? Jeśli miałby dążyć do zrażenia Łemków do Ukraińców to tego specjalnie robić nie trzeba było, ci doskonale widzieli, że to przez UPA zostali skazani na banicję. A czy władze wspierały autonomiczność tej mniejszości, na pewno nie! Faktem pozostaje jednak, że były zainteresowane ich spolonizowaniem.