Łemkowszczyzna podzielona została między powiaty: nowotarski (Ruś Szlachtowska), nowosądecki, grybowski (istniał do 1932 r.), gorlicki, krośnieński i sanocki. Łemkowszczyzna właściwa niemal cała wchodził w skład województwa krakowskiego, powiaty krośnieński i sanocki z kolei do województwa lwowskiego. Łącznie było to 175 wsi, zamieszkałych przez ok. 110 tys. Łemków.Łemkowie i Łemkowszczyzna w II Rzeczpospolitej
I wojna światowa na Łemkowszczyźnie
Wybuch wojny światowej dla jednych był wielkim zaskoczeniem, nawet pokrewieństwo panujących dynastii nie powstrzymało tego, co dla innych było tylko kwestią czasu. Rosjanie planowali inwazję w kierunku Niziny Węgierskiej. Plan odważny i zapewne nawiązujący do doświadczeń jeszcze z czasów Wiosny Ludów. Szybkie przejście przez Karpaty do „rodaków” Rusinów, a następnie spodziewany szok psychologiczny, jakim z pewnością byłby widok sotni kozackich pod Budapesztem, czyli niemal na przedmieściach Wiednia, miał być gwarantem szybko wygranej wojny. Już w dniach 10-12 XI 1914 r. po zwycięstwie pod Lwowem 3. Armia rosyjska zajęła pozycję pod Gorlicami. Odziały Brusiłowa przez Rymanów, Duklę, Krępną, Gładyszów osiągnęła linię Dukla- Ożenna- Konieczna. 1 XII 1914 r. Rosjanie zajęli Bardejów, Muszynę i Rytro. Mimo wielkiej ofiarności, w tym i I. Brygady Legionów Polskich, nie udaje się pokonać Rosjan, a linia frontu ostatecznie utrwaliła się między Gładyszowem, Konieczną (gdzie miał nawet znaleźć się dobry wojak Szwejk), aż do Zborowa. Mimo zaangażowania blisko 2/3 całej armii cesarsko- królewskiej widmo porażki cały czas zaglądało w oczy dowódców i rządu. W takiej sytuacji, najlepiej znaleźć kozła ofiarnego, sabotażystów, zdrajców, a na takich najlepiej nadawali się prorosyjscy Łemkowie. W powiecie gorlickim represje władz zaczęły się 31 lipca rewizją w Ruskiej Bursie, internacie dla gimnazjalistów i studentów. Pierwszym aresztowanym został prowadzący bursę Damian Bubniak, który - wezwany do starostwa w celu sporządzenia protokołu z rewizji - dostał zakaz opuszczania własnego mieszkania. Wracając ze starostwa, spotkał Łemków, wyruszających na front z jego rodzinnej wsi. Poszedł odprowadzić ich na dworzec. Tam też został aresztowany i osadzony w więzieniu Sądu Okręgowego.
Tak oto powstały dwa kolejne niezwykle ważne elementy wspólnej świadomości Łemków. Pierwszą z nich była postać męczennika Maksyma Sandowycza i wspólnej traumy Talerhofu.
Talerhof (Thalerhoff) to niewielka miejscowość w południowej Styrii nieopodal Grazu. W czasie trzech lat istnienia obozu dla wrogów c.-k. Imperium przewinęło się przez niego ponad siedem tysięcy więźniów, głównie z Galicji i Bukowiny, w tym blisko dwa tysiące Łemków. 1767 więźniom nigdy nie dane było stamtąd wrócić. Liczba więzionych Łemków w Talerhofie nie jest do końca ustalona, na ogól spotyka się z liczbą około 2000 ludzi, czyli blisko 1/3wszystkich więźniów ze 151 wiosek. 8 września 1914 roku na stację kolejową Abtissendorf nieopodal Grazu dotarł pierwszy transport internowanych Łemków. Do tego pociągu, który wieczorem 14 września wyruszył z Gorlic, załadowano większą część uwięzionych.
Drugi i ostatni transport przyjechał miesiąc później, 17 października. Wśród internowanych byli księża, nauczyciele, urzędnicy i chłopi. Wtedy uwięziono prawie całą łemkowską inteligencję, do wyniszczenia, której przyczyniły się nieludzkie warunki panujące w obozie. Wśród aresztowanych byli m.in. księża: Hawrił Hnatyszak, Teofil Kaczmarczyk, Dmytro Chylak, Wasylij Kuryłło, Mykołaj Małyniak, Wasylij Maściuch, Ioann Polański, Olimpij Polański, Roman Prysłopski; prawnicy Julian Kaczmarczyk, Teofil Kuryłło i inni działacze, jak np.: Mykołaj Gromosiak, Metodyj Trochanowski, Dmytryj Wisłocki (Wysłockij), oraz wdowa po Maksymie Sandowyczu, Pelagia. Niewyjaśnione są okoliczności aresztowań. W świadomości Łemków do dziś dnia żywe jest przekonanie, że aresztowań dokonywano na podstawie list sporządzanych przez ukraińskich nacjonalistów. Utwierdzone analogiczną sytuacją z czasów następnej wojny światowej. Ponadto w dwóch procesach wiedeńskich, jako oskarżyciele i świadkowie występowali wybitni działacze ukraińscy, w tym: S. Onyszkewycz (Onyszkiewicz), K. Łewyckij, J. Petruszewicz, L. Baczyński, S. Baran. Łącznie na śmierć w omawianych procesach skazano na śmierć 31 łemkowskich działaczy.
Maksym Sandowicz urodził się 31 stycznia 1886 r. we wsi Żdynia, w rodzinie unickiego psalmisty Tymoteusza Sandowicza. Ukończywszy IV klasę gimnazjalną, wstąpił do greckokatolickiego klasztoru o.o. Bazylianów w Krechowie. Po trzech miesiącach opuścił klasztor i przeniósł się do męskiego prawosławnego monasteru w Poczajowie. 11 września 1911 r. przyjął święcenia kapłańskie od biskupa Antoniego Chrapowieckiego i powrócił w strony rodzinne, objął parafie w Grabiu. 28 marca 1912 roku o. Maksym zostaje aresztowany i przewieziony do Lwowa. Oskarżony zostaje między innymi o to, że spacerując z kolegą po moście w Czeremoszu zmierzył go krokami. Niezbędnym świadkiem oskarżenia w sprawie Sandowicza (ściśle według zasad austriackiej procedury sądowniczej), został niejaki Kuryłło, student Politechniki Lwowskiej. W celi zastał ks. Sandowicz trzech więźniów: Symeona Bendasiuka, naukowca i żurnalistę z Lwowa oskarżonego o rozpowszechnianie powieści Gogola, organizowanie burs i popieranie prawosławia, Bazylego Kołdrę, studenta prawa, zamieszkałego w Świątkowej Wielkiej, aresztowanego za otwarcie czytelni im. Kaczkowskiego w Świątkowej, oraz prawosławnego księdza Hnata (Ignacego) Hudymę. Wszystkim czterem więźniom groziła kara śmierci za zdradę stanu. Z procesem zwlekano ponad dwa lata, od roku 1912 do 1914 zbierano obciążające ich materiały. W tym czasie o. Maksyma odwiedził w więzieniu wysłannik metropolity unickiego Andrzeja Szeptyckiego, ks. Nikita Romaniuk. Proponowano mu powrót do unii. Ten powrót miał być równoznaczny ze zwolnieniem go z więzienia. Rozprawa odbyła się w dniach 9 marca do 6 czerwca, i zakończył się uniewinnieniem. 4 sierpnia 1914 r. ponownie został aresztowany, a wraz z nim jego ojciec Tymoteusz, a 12 sierpnia również jego żona Pelagia. 6 września 1914 roku, ojciec Maksym na podwórzu gorlickiego więzienia bez sądu i wyroku został rozstrzelany, z rozkazu rotmistrza Dietricha z Linzu. Po pierwszej salwie, usuwając się na ziemię, Maksym zdążył zawołać: "Naj żywe rusky narod i prawosławna wira". (Według innych przekazów, jego ostatnie słowa brzmiały: "Da żywet Światoje Prawosławije..."). Dobito go strzałem z pistoletu.
Republika łemkowska
W literaturze na ogół spotykamy się z liczbą mnogą i mowa jest o republikach. Według mnie o tzw. Republice Wisłockiej nie można mówić jako o łemkowskiej, bardziej zasadne jest tutaj określenie: ukraińska. Przede wszystkim, dlatego że jej program ograniczał się do jednego punktu: przyłączenia do ZURL. Niemniej w tej części oba ruchy zostaną zanalizowane.
Wydarzenia wojenne przyspieszyły polaryzację stanowisk, prowadząc do przewagi nurtu ukraińskiego we wschodniej części kraju i prorosyjskiego w zachodniej. Region sanocki ciążył do Lwowa gospodarczo, kulturalnie i politycznie, ale przede wszystkim był etnicznie bardziej różnorodny. Stąd łatwe przenikanie idei ukraińskiej na ten teren i aktywny udział Sanocczyzny w wojnie polsko-ukraińskiej. Słuszne wydaje się przypuszczenie, że właśnie wojna zdecydowała o ostatecznej przewadze ruchu ukraińskiego nad moskwofilstwem w tym rejonie. Świadczy o tym zaistnienie tzw. Republiki Wisłockiej, zwanej także Komańczańską. Inaczej potoczyły się losy polityczne Łemkowszczyzny zachodniej, gdzie długo utrzymywały się wpływy staroruskie. Nastroje te przyczyniły się do powstania tzw. Republiki Florynckiej/Gładyszowskiej.
Ogólny zamęt polityczny, jaki powstał pod koniec 1918 roku, zdawał się sprzyjać powstawaniu nie tylko państw narodów historycznych, ale przede wszystkim dawał nadzieje tym, które jeszcze takiej szansy nigdy nie otrzymały. Swoje ambicje głośno zgłaszali Słowacy, Łotysze czy Estończycy. Szanse tą poczuli również Ukraińcy, którzy nigdy wcześniej nie mieli własnej państwowości.
Ogłoszenie we Lwowie powstania ZURL-u odbiło się echem na całej Łemkowszczyźnie. Już w pierwszych dniach listopada 1918 utworzono Ukraińską Radę Narodową dla powiatu sanockiego. Ze względu na stacjonowanie w Sanoku wojska polskiego na siedzibę Rady wybrano Wisłok Wielki. Akcję tę zapoczątkował greckokatolicki proboszcz Wisłoka, ks. Pantełejmon Szpylka wraz z proboszczem Wisłoka Niżnego, ks. Mychajłą Teslą. Na wieść o wybuchu walk, 4 listopada zwołali oni wiec w Wisłoku Wielkim, na którym publicznie odczytano wydrukowaną w Dile odezwę Ukraińskiej Rady Narodowej we Lwowie, proklamującą powstanie państwa zachodnioukraińskiego. Następnego dnia w zebraniu w Wisłoku Niżnym uczestniczyło 70 przedstawicieli z okolicznych miejscowości (po dwóch z każdej). Wybrano wówczas skład Rady Wisłockiej, która do końca 1918 r. objęła ponad 35 wsi. W skład zarządu Rady, obok przewodniczącego ks. Szpylki, wchodzili: Teodor Szpylka (brat Pantełejmona) - stanął na czele organu wykonawczego; Hryhorij Sudomyr z Wisłoka Niżnego - nauczyciel, aktywny w administracji i rozbudowie szkolnictwa ukraińskiego; Andrij Kyr z Komańczy - kupiec, były oficer austriacki, odpowiedzialny za organizację milicji; Iwan Kuciła (rodem z Kołomyi) - sędzia, zajmował się sprawami sądownictwa „w imieniu Republiki Ukraińskiej”; ks. Mychajło Kril z Prełuk i ks. Iwan Kowalczyn z Puław. A więc nikt z Łemkowszczyzny właściwej, a nawet i w dużej mierze z dość odległych rejonów.
Postulowano m.in. wprowadzenia języka ukraińskiego do szkół i opodatkowania Żydów. Początkowo wojska polskie w tym rejonie były zbyt słabe by rozprawić się z nowo powstałą Republika Wisłocką, która zbierała siły, głównie werbując weteranów c.k. armii, oraz organizując zasoby finansowe. W styczniu 1919 r. oddziały polskie utworzone na bazie zmilitaryzowanych kolejarzy zagórzańskich przeprowadziły ofensywę w kierunku Komańczy, likwidując Ukraińską Radę Narodową dla powiatu sanockiego.
O ile idea proukraińska święciła triumfy na wschodniej Łemkowszczyźnie o tyle na zachodzie opinie nie były tak jednoznaczne, tam nadal spore wpływy miał ruch moskalofilski i powoli rodzący się karpatoruski. 17 listopada we wsi Świątkowa Wielka odbył się wiec, na którym działacze krytykowali idee powstanie ZURL-u, co spotkało się ze sporym poparciem ludności tej części Łemkowszczyzny, gotowej do przyłączenia się do Rosji, a jak nie będzie to możliwe to choćby do Bukowiny lub Serbii, byle by nie do Ukrainy. Agitację niepodległościową/rusofilską prowadzili jednocześnie po obu stronach Karpat, D. Chylak i D. Wisłockij. 27 listopada 1918 r. odbył się wiec w Gładyszowie, na który przybyło ok. 2000 Łemków. Wiec powołał do życia Russką Radę (Russka Rada) z siedzibą w Gładyszowie. W skład Rady miało wchodzić po pięciu członków z każdej wsi ( gromady). Gromady uznano za podstawowe komórki samorządowe. One też wybierały czteroosobowe sądy wiejskie dla rozstrzygania lokalnych sporów. Do podstawowych postulatów zaliczono: usunięcie z Łemkowszczyzny księży ukrainofilów, przywrócić w liturgii starej formy „prawosławny”, wprowadzeni języka ruskiego do szkół. Niektóre źródła od powołanej w Gładyszowie Rady wywodzą nazwę całego państwa, nazywając je Republiką Gładyszowską. Przewodniczącym wybrano księdza greckokatolickiego z Czarnego - Mychajłę Jurczakewycza, pełniącego jednocześnie rolę przewodniczącego Powiatowej Ruskiej Rady (PRR) w Gładyszowie dla powiatów gorlickiego, jasielskiego i krośnieńskiego. W Śnietnicy (później przeniesiona do Bińczarowej) powstała Powiatowa Ruska Rada dla powiatu grybowskiego, pod przewodnictwem dr Jarosława Kaczmarczyka, a w Krynicy dla powiatów nowosądeckiego i nowotarskiego z przewodniczącym dr Aleksandrem Cichańskim.
Do Florynki na 5 grudnia 1918 roku zwołano bodaj najsłynniejszy wiec, na którym powołano Naczelną Radę (Sowiet) Łemkowszczyznyny (NRŁ) na czele z ks. M. Jurczakewyczem, J. Moklak twierdzi, że wybrany został wtedy J. Kaczmarczyk. Podczas obrad powzięto decyzje o rozpoczęciu starań w kierunku ukarania denuncjatorów ukrainofilskich, co tez uczyniono, choćby skazując na śmierć Petra Huculaka, który fałszywie zeznawał w procesie przeciwko P. Sandowyczowi. Powołano również do życia milicję, której dowódcą został Roman Sembratowycz. W dokumencie końcowym, możemy m. in. przeczytać: „(…)Naród ruski, który zamieszkuje terytorium Galicji po San, Poprad i Dunajec, południowe stoki Karpat i Bukowinę na północ od Seretu uroczyście wyraża wolę należeć do wspólnego organizmu politycznego, a protestuje przeciwko pretensjom Polaków i Węgrów do wymienionych obszarów(…) i nie znamy żadnej Ukrainy! (…).” W dalszej części, wyrażano swoją nadzieję na pokojowe rozstrzygnięcie problemu, w oparciu o wilsonowską zasadę samostanowienia narodów i na udział w obradach Konferencji Wersalskiej. Ustalono również nazwę działających struktur (jak nazwał tą państwowość B. Horbal ) Ruska Narodowa Republika (Russkaja Narodnaja Repubłyka). Dyskusja rozgorzała nad zdefiniowaniem „wspólnego organizmu”, w jakim miała się znaleźć Łemkowszczyzna. Taka postawa świadczy o dużym poczuciu realizmu i pragmatyzmu, w przeciwieństwie choćby do mrzonek charakterystycznych dla ukraińskich nacjonalistów. D. Wysłockij sugerował przyłączenie do Czechosłowacji, to zostało jednak zakwestionowane przez Dmytryja Sobyna słowami: „My naród ruski (rosyjski) zamieszkujący zwartą masą południowe części galicyjskich okręgów administracyjnych: Nowy Targ, Nowy Sącz, Grybów, Gorlice, Jasło, Krosno i Sanok nie pragniemy wejść w skład państwa polskiego, a pragniemy dzielić los naszych węgierskich, ruskich braci w żupach Spisz, Szarysz i Zemplin jako niepodzielna geograficznie i etnicznie całość.” Ciekawa była postawa polskich władz, przedstawiciel Komisji Likwidacyjnej w Grybowie ofiarował łemkowskiej milicji 50 karabinów i jeden karabin maszynowy, ponadto dom na potrzeby administracyjne, J. Kaczmarczyk o wydarzeniach informował Zygmunta Lasockiego w Krakowie (Polska Komisja Likwidacyjna), nie prowadzono również poboru do wojska. Z kolei Wojsko Polskie i Żandarmeria weszła na Łemkowszczyznę w celu zabezpieczenia granic już w grudniu 1918 r. Związane było z tym wiele przykrych incydentów, zrażających Łemków do Polaków, a nawet zmusiło władze NRŁ do skarg i zagrożenia działaniami „samoobronnymi”.
W celu zaciśnięcia współpracy z rodakami z drugiej strony Karpat, utworzono Komitet Do Współpracy i Ogólnej Organizacji z Rusią Węgierką. Rezultatem było nawiązanie współpracy z Ruską Radą Narodową A. Beskyda. Pod koniec grudnia 1918 r. ks. M. Jurczakewycz i dr Al. Cichański rozmawiali na Hradczanach z prezydentem T. Masrykiem, ten dyplomatycznie nie powiedział niczego konkretnego na temat ewentualnej aneksji do Czechosłowacji. 23 stycznia 1919 r. NRŁ przekazała swoje kompetencje Karpatoruskiej Radzie w Preszowie, a 6 dni później uczynił to PRR w Czarnem. Od stycznia w polskiej prasie zaczęły ukazywać się artykuły o rusińsko-czeskim spisku, rzekomych ruchach wojsk czechosłowackich. Działacze łemkowscy D. Wysłockij i R. Prysłopski w Preszowie rozpoczęli redagowanie organu prasowego Karpatoruskiej Rady, wydawanego do początku 1920 r., pt. Hołos Russkaho Naroda. W lutym polskie wojska rozpoczęły pacyfikacje, aresztowany został m.in. ks. D. Chylak, za umieszczanie w metrykach określenia przynależności państwowej: Ruska Republika Narodowa, Ruska-Narodowa Republika lub Ziemia Ruska. Aresztowania dotknęły też innych działaczy, cześć musiała emigrować.
W roku 1919, sytuacja zupełnie się uspokoiła, Łemkowie zajęli się raczej gospodarstwem niż politykowaniem, co zwłaszcza wymuszała fatalna sytuacja ekonomiczna, w jakiej się znaleźli oraz zaglądające im do oczu widmo głodu. Sytuację zaogniły władze polskie, które rozpoczęły pobór do wojska, mimo że zgodnie z prawem w armii polskiej mogli służyć tylko Polacy (nawet Żydzi do 1921 r. nie byli powoływani). W tym samym czasie na Łemkowszczyznę wrócił z USA Victor P. Hładyk, ten rozpoczął zmasowaną agitację przeciwko poborowi. 12 marca 1920 r. wraz z dr Zacharym Kopystiańskim zwołał do Florynki wiec, podczas którego wybrano 26 osobową Radę Zwierzchnią Łemkowskiej Rusi. Organ wykonawczy, Komitet Wykonawczy (zwany popularnie rządem) stanowiło 5 osób. Do głównych postulatów należało rozpisanie plebiscytu pod egidą Konferencji Pokojowej z Wersalu, dotyczącego przynależności państwowej Łemkowszczyzny. W wyniku działalności tegoż Łemkowie w sposób masowy dopuszczali się dezercji, dla pomocy uciekinierom, ustanowiono w Preszowie Łemkowski Komitet Pomocy.
Władze polskie początkowo biernie przyglądały się aktywności politycznej Łemków, nie odnajdując większego niebezpieczeństwa ich planów proukraińskich, ani tym bardziej prorosyjskich. Dopiero pojawienie się tendencji czechofilskich wywołało w kołach administracji państwowej zaniepokojenie. Czechofilstwo wśród Łemków, w przeciwieństwie do moskwofilstwa, uznane zostało za niebezpieczne dla państwa polskiego i wywołało reakcje policyjne. Protestowała także ludność polska Nowosądecczyzny.
6 stycznia 1921 r. władze polskie postanowił aresztować głównych działaczy łemkowskich: dr J. Kaczmarczyka, D. Chylaka, M. Gromosiaka, ks. D. Chylaka. 10 czerwca 1921 przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu rozpoczęła się sprawa przeciw działaczom Republiki Gładyszowskiej, ci bronili się powołując się na 14 punktów Wilsona, takie argumenty okazały się skuteczne (ich kwestionowanie było by wbrew polskiej racji stanu – sic!) na tyle, że uwolniono ich od przedstawianych im zarzutów.
Po półrocznym pobycie w areszcie zostali oni uwolnieni i późną nocą wraz z obrońcami odjechali do Binczarowej, gdzie byli gośćmi ks. T. Kaczmarczyka. Ł. Hankewycz, Ukrainiec, wspominał, że „za wspólnym stołem zasiedli moskwofile i Ukraińcy i w największej harmonii radzili o doli Łemkowszczyzny".
Łemkowie źle rozegrali swoją grę, zamiast wróbla w garści w postaci autonomii, na którą były realne szanse, tak długo jak pozostawali w opozycji do nurtu ukrainofilskiego; wybrali gołębia na czeskim dachu. Gdyby jednak udało się połączyć ziemie Łemkowszczyzny z Rusią Zakarpacką i Preszowszczyzną zapewne doszłoby do intensywnego rozwoju idei narodu karpatoruskiego i wytworzenia się silnych instytucji w jego ramach. Zakładając oczywiście, że Praga nie przestraszyłaby się zbyt silnego partnera na wschodnich rubieżach, to kwestia historii alternatywnej, nie zmiennym pozostaje fakt, że Rusini tym razem pozostawali jeszcze bardziej rozdzieleni przez granice niż w Austrii Habsburgów, a Łemkowie pozostawali pod wpływem Ukraińców z Galicji. Nikt jednak, nie może odebrać Łemkom faktu, że zaistnieli politycznie i stworzyli podmiotowość państwową, wykazali chęć i gotowość do posiadania swego państwa!
Wpływ wyznania religijnego na postawy polityczne Łemków.
W literaturze spotykamy się na ogół z pojęciem konwersji, opisującej wydarzenia na Łemkowszczyźnie od roku 1926. Jest to określenie nie do końca stosowne, ponieważ konwersja to powrót na łono kościoła katolickiego, tutaj natomiast mamy do czynienia z przejściem na prawosławie, czyli do wiary ojców. Analogiczny proces miał miejsce również na Rusi Karpackiej.
24 kwietnia 1646 r. zawarta została tzw. unia użhorodzka w wyniku, której Kościół prawosławny uznał zwierzchność Rzymu, biskup Egeru został zwierzchnikiem nowego unickiego kościoła. Postanowienia unii były identyczne jak z Brześcia, zachowano liturgię bizantyjską, małżeństwa księży, kalendarz juliański, a przyjęto dogmatykę łacińską i zwierzchność papieża.
Aktywność prawosławna była początkowo kierowana przez kościół serbski, a zaczęła się już w latach sześćdziesiątych XVIII w. Wówczas to niejaki mnich Sophronius, miał namawiać wieśniaków do powrotu do „starej wiary”. Miało to zagwarantować im wyzwolenie spod feudalnego ucisku katolickich właścicieli. Podobne incydenty miały miejsce w 1765 r. w Hajdudorogu (Zepmplen), gdzie miejscowi Rosjanie mieli namawiać Rusynówi i Węgrów do prawosławia. Cesarzowa Maria Teresa zaniepokojona rozwojem prawosławia, które utożsamiała z wrogą działalnością wywiadu carskiego, przyznała Rusynom osobną diecezję mukaczewską mimo sprzeciwu biskupa Egeru. W 1771r. biskupem został Iwan Bradach, a po jego rychłej śmierci władze przejął Andrij Baczyński (1732- 1809).
Pierwsza próba przeniesienia rosyjskiego prawosławia na teren Austro-Węgier miała miejsce na początku lat osiemdziesiątych XIX w. Po skandalu politycznym, jakim zakończyła się apostazja parafii Hniliczki, od sprawy jednak odstąpiono, by powrócić do niej dopiero na początku XX stulecia na ideologicznej fali neoslawizmu. Współpracę z miejscowymi rusofilami podjęło utworzone w 1903 r. Galicyjsko-Rosyjskie Towarzystwo Dobroczynne (Galicko-Russkoe Blagotvoritelnoe Obcestwo), będące zakamuflowaną agendą rządu rosyjskiego, a równoległe działania w imieniu petersburskiego Świętego Synodu prowadził archimandryta Witali Maksymenko, który przekształcił kierowaną przez siebię Ławrę Poczajowską w bardzo silny ośrodek misyjny. W 1902 r. grupa mieszkańców wsi Iza, niezadowolona ze swego proboszcza-madziarona, zwróciła się do patriarchy serbskiego z prośbą o prawosławnego duszpasterza. Dopiero prześladowania, którymi zareagowały władze, i wytoczony wiernym pokazowy proces przyciągnęły uwagę Towarzystwa Galicyjsko-Rosyjskiego i naprawdę spopularyzowały na Zakarpaciu hasła odwrotu od unii.
Dla J. Moklaka kluczowym dla reaktywacji prawosławia miało być spotkanie z 3 sierpnia 1911 r. w klasztorze poczajowskim, na którym miało dojść do zawiązania spisku, pomiędzy rządem rosyjskim a archimandrytą W. Maksymenkiem. W wyniku tego spisku, rusofile mieli „zorganozować w Galicji 20 do 30 gmin prawosławnych” , głównie w miejscowościach przygranicznych. Wedle tego rozumowania, przyczyną powrotu prawosławia był spisek rodzimych rusofilów i Kremla. Nie zauważa jednak już innych istotniejszych. Bez względu na to jak bardzo będziemy podlewali ziarno to, jeśli nie trafia na żyzną glebę, to i tak nie zakiełkuje. A tą glebę użyźniał ukraiński nacjonalizm.
Łemkowie jeszcze w XIX w. wyraźnie wykazywali swoje oburzenie na zachowanie grekokatolickich księży a zwłaszcza zmian przeprowadzanych w liturgii, wystarczy przypomnieć opinie Czerneckiego. Może dziwić takie wielkie przyzwyczajenie ludności do formuły wsiech prawosławnych versus wsiech prawowiernych. Generalnie oznacza to jedno i to samo, ale dla wiernych był to wyraźny znak prowadzonej ukrainizacji. Należy pamiętać, że przynajmniej część ludności przywędrowało na południowe krańce Polski w obronie swej prawosławnej wiary, to ona była głównym elementem świadomości siebie samego. To wreszcie ich nazwa Rusin (czy vlach) jest jednoznaczna z prawosławiem, odebranie im prawosławności było jednoznaczne z odebraniem nazwiska. Tak jak czynili to nacjonaliści, rugując nazwę Rusin a propagując Ukrainiec w świeckim wymiarze. Ta zmiana w liturgii była jednoznaczna z ukrainizacją i zdradą ojcowizny. Tym bardziej, że wprowadzane zmiany były jednoznacznie inspirowane potrzebami politycznymi i były niezgodne ze stanowiskiem Stolicy Apostolskiej wyrażonym 19 maja 1887, a także lwowskiego synodu prowincjalnego z 1891 r. Wreszcie, pojawienie się takich ludzi jak św. M. Sandowycz, było spowodowane nie spiskiem rosyjskim tylko upolitycznieniem Kościoła. Wspominana już preselekcja kandydatów z Łemkowszczyzny i rozmyślne wysyłanie ukrainofilskich księży, de facto skazywało młodych ludzi na naukę w prawosławnych seminariach. „Bezpośrednim powodem konwersji była właśnie kwestia liturgiczna” dla Moklaka, faktycznie, ale sprowokowana przez upolitycznienie Kościoła grekokatolickiego przez nacjonalistów i przekształcanie go w kościół narodowy, zwłaszcza przez bp. Kocyłowskiego i Szeptyckiego. Moja opinia o unarodowieniu jest może kontrowersyjna, ale skrótowo spróbuje ją uzasadnić. Już w pierwszym liście napisanym po polsku, a skierowanym do wyznawców Polaków, Szeptycki wyraźnie dał do zrozumienia, że ich: „poczuwanie” do polskości jest niewłaściwe, bo przecież wszyscy wywodzą się z rodzin ruskich (ukraińskich) , dalej postawa podczas I wojny światowej, czynne poparcie działań proukraińskich, a zwłaszcza milczenie podczas rzezi wołyńskiej obciążają głównie właśnie niego. Ten wreszcie dał się poznać jako zagorzały budowniczy kościoła narodowego podczas powstania Administracji Apostolskiej Łemkowszczyzny, o czym za chwilę, utrata możliwości dalszego wpływu na ten rejon była dla niego ważniejsza niż dobro Kościoła powszechnego, jakim było powstrzymanie rozwoju prawosławia. Szeptycki wreszcie nie dość, że nie przeciwdziałał rozwojowi nacjonalizmu i upolitycznienia kleru to poprzez zaniechanie można uznać, że go popierał. Jakże zupełnie inna była postawa biskupa grekokatolickej diecezji stanisławowskiej Hryhoryja Chomyszyna, który już w roku 1933 tak pisał o ideologii OUN: „Nacjonalizm ten [OUN- Cz.P.] należy uważać za największą aberrację umysłu ukraińskiego, za coś gorszego od pogaństwa (...) nacjonalizm począł u nas przybierać cechy ducha pogańskiego, albowiem wprowadza pogańską etykę nienawiści, nakazując nienawidzić wszystkich, którzy są innej narodowości. (...) Co gorsza na tle nacjonalizmu ukraińskiego pojawiły się oznaki pewnego rodzaju satanizmu” . Na poparcie mojej tezy, posłużę się sprawozdaniem zamieszczonym w periodyku Sprawy Narodowściowe: „Władze cerkiewne gr.-kat. nie przyjmują do seminarium duchownych w Przemyślu i Lwowie kandydatów Starorusinów. W ten sposób starano się obsadzić księżmi Ukraińcami parafie łemkowskie.(…) Łemkowie nie są zadowoleni z księży gr.-kat. Ukraińców, zwłaszcza, gdy ci zbyt gorliwie swoją ukraińskość propaguja.(…)W rezultacie parafia zgłasza swe przejście na prawosławie.”
6 listopada 1926 roku grekokatolicka dotąd ludność Tylawy, a także sąsiedniej Trzciany, przeszła na prawosławie (tzw. „schizma tylawska”). Dla wykonania aktu połączenia zdeklarowanych konwertytów z Kościołem prawosławnym, metropolita Dionizy oddelegował do Tylawy proboszcza parafii lwowskiej Pantelejmona Rudyka, który miał tymczasowo świadczyć posługi duszpasterskie dla neofitów. W niedługim czasie o. Rudyka zastąpił ks. Michaił Iwaśkow. Wobec oporowi miejscowego proboszcza grekokatolickiego Iwana Szkilnyja, 3 lipca doszło do tzw. „babskiego napadu”, podczas którego siłą został wyrzucony z plebani. Sytuacja ulegała zaostrzeniu, do tego stopnia, że władze musiały użyć kilkakrotnie sił policyjnych. Spory dotyczyły przed wszystkim majątku kościelnego, w momencie gdy cała wieś przechodziła na nowe wyznanie, jej mieszkańcy, którzy byli fundatorami cerkwi, rościli sobie do niej prawo. Tymczasem konkordat nie zezwalał na przekazanie świątyni prawosławnemu Kościołowi. Wielokrotnie dochodziło do wykradania uposażenia, a nawet bijatyk. Nieprawdą jest szukanie przyczyn konwersji w polskiej polityce i rzekomego wsparcia schizmy. Wystarczy przypomnieć zarządzenia wojewodów lwowskiego i krakowskiego, które nakazywały utrudniać prawosławnym agitację, m.in. poprzez zwiększanie opłat stemplowych, nie uznawanie prawidłowości podpisów na deklaracjach zmiany wyznania, czy poprzez żądanie metryk urodzenia, które naturalnie nie były wydawane przez byłych proboszczów grekokatolickich.
Do 1930 roku na prawosławie, w całości lub częściowo miało przejść 47 wsi i do 50 000 wiernych, choć ta ostatnia liczba wydaję się być przesadzoną. Bardziej prawdopodobny jest przedział między 18 a 25 tys. na rok 1936.
Jako bezpośrednią przyczynę odchodzenia Łemków od Kościoła katolickiego wskazywano na ukrainizacyjne działania ordynariusza przemyskiego ks. bp. J. Kocyłowskiego. W tej sytuacji środowiska staroruskie podjęły zabiegi, aby odizolować Łemkowszczyznę od diecezji przemyskiej. Działania podjęto w 1933 roku. W lecie tegoż roku do nuncjusza apostolskiego w Polsce ks. abp. Francesco Marmaggi oraz do prymasa Polski ks. kardynała Augusta Hlonda udały się delegacje Łemków.
Nuncjuszowi apostolskiemu złożono protest przeciwko polityce ks. bp. przemyskiego J. Kocyłowskiego (nakazał on usuwać trójramienne krzyże, dokonać zmian w liturgii zastępując słowa wsiech prawosławnych, latynizacji wystroju cerkiew i nakazując wygłaszać Słowo Boże po ukraińsku) żądając jednocześnie utworzenia oddzielnego biskupstwa obejmującego Łemkowszczyznę. Do prymasa Polski zwrócono się z prośbą „o wyjednanie zgody Kurii Rzymskiej i Rządu RP na odłączenie Łemkowszczyzny od diecezji przemyskiej i stworzenie odrębnej jednostki zależnej bezpośrednio od Stolicy Apostolskie.”
Rozpoczęły się rokowania prowadzone pomiędzy Rządem RP a Stolicą Apostolską. Zakończyły się one podpisaniem 9 lutego 1934 roku konwencji, w której Rząd RP zgodził się na wydzielenie z diecezji przemyskiej obrządku greckokatolickiego 9 dekanatów znajdujących się na Łemkowszczyżnie (dekanaty: bukowski, dukielski, dynowski, gorlicki, grybowski, krośnieński, muszyński, rymanowski i sanocki) i utworzenie z nich AAŁ .
Rząd RP zobowiązywał się także do przekazywania specjalnej dotacji na funkcjonowanie AAŁ. Dokument miał obowiązywać 10 lat, z opcją przedłużenie za zgodą obu stron. Największy problem sprawiało znalezienie chętnego do objęcia stanowiska, 10 II 1934 zaproponowano kapelana Wojska Polskiego ks. Dr M. Nahorianskoho, ale ten nie przyjął propozycji. Ostatecznie 19 I 1935 r. kierownictwo AAŁ objął ks. dr B. Maściuch. Problem obsady najlepiej świadczy o rozpętanej krytyce ( posuniętej do gróźb) ze strony nacjonalistów jak i przekonań panujących wśród kleru.
Powstanie osobnej administracji kościelnej dla Łemków było jak najbardziej w interesie Polaków, którzy uzyskiwali w ten sposób uwolnienie Łemkowszczyzny spod propagandy ukraińskiej, której najgłośniejszą tubą była hierarchia Kościoła greckokatolickiego diecezji przemyskiej, a zwłaszcza księża, uczeni w Przemysłu i we Lwowie, silnych ośrodkach nacjonalistycznych. Pisał o tym w liście starosta nowosądecki do wojewody krakowskiego. Oto fragmenty listu pasterskiego: „…żesię naszą Świętą Wiarę zamącą nowymi formułami nabożeństwa, gdyście usłyszeli, że się was już nie nazywa rusinami, lecz inaczej, wówczas straciliście cierpliwość. Zaczęliście stawiać opór. Wasz opór był słuszny. Powszechnie znaną prawdą jest, że nie wolno zmieniać formy nabożeństwa bez zgody Papieża Rzymskiego. Co do tego, jak kto ma się nazywać z narodowości, decyduje historia, jak się kto urodził. Jeszcze wczoraj byliście rusinami, a gdy się dziś was, tych samych ludzi nazywa inaczej, to każdy widzi, że nie wszystko w porządku. Szkodliwe bałamuctwo i ordynarna potwarz szerzą niektórzy osobnicy, którzy piszą w swych gazetach i mówią w swych kołach, żeby nie stracić kredytu na zaufanie, jakoby Rząd Polski, dlatego wziął Łemków w obronę w tej sprawie, że chce ich wynarodowić. Na to oświadczam, że żaden przywódca, żaden mąż stanu, nigdzie na świecie, a więc i w Polsce), o ile dobrze życzy swemu państwu, nie będzie wynaradawiał żadnego lojalnego narodu, wchodzącego do składu jego państwa, gdyż takim swoim postępowaniem przynosiłby szkodę państwu, kopałby dla niego grób. A co do Łemków, to nie od dzisiaj żyją oni obok Polaków i jakoś nie widać żadnego wynarodowienia, a przeciwnie jak dawniej tak i teraz na ogół stosunki między nami i Polakami są dobre. Łemkowie mocno się swego trzymają i są też dla Polaków życzliwi.”
14 III 1935 Batkiwszczyzna uznała, że AAŁ jest klinem w organizacji gr.-kat., a przed historią będą odpowiedzialni biskupi, którzy nie zgodzili się na przejęcie placówki łemkowskiej, co było oczywistą krytyką Maściucha.
Po śmierci 12 III 1936 r., administratora papieskiego ks. dr Maściucha, prasa ukraińska podjęła kampanię w sprawie zlikwidowani AAŁ, jak argumentowało Diło: „(…)bo skasowanie jej leży w równym stopniu w interesie narodu ukraińskiego, kościoła gr. kat. i samego państwa.” Ordynariat AAŁ w ramach odpolityczniania wydał zarządzenie zakazujące śpiewania w czasie nabożeństw hymnu „Boże Wielki Jedyny Zbaw Ukrainę!”, tuż po ogłoszeniu tego zarządzenia (27 I 1936) rozpętała się nagonka na administratora Maściucha, do tego stopnia intensywna, że po jego śmierci pojawiły się obawy co do naturalności tego zgonu! W dniach 4-5 grudnia 1936 r. odbył się w Łosiu zjazd księży gr-kat., któremu przewodniczył ks. Medwedzki. Zebrani księża w liczbie 15, z wyjątkiem b. Kanclerza kurii – ks. Polańskiego ( I. Poljańskiego, zarządzającego tymczasowo po śmierci ks. Maściucha- P.M.), wypowiedzieli się przeciw zaleceniom administratora w kierunku popularyzowania ruchu łemkowskigo.
Konwersje łemkowskie są wyraźną manifestacją samoświadomościową, nie identyfikowaniem się z narodem ukraińskim i jego ideologią narodową, przecież główną przyczyną babskiego napadu był ukrainoflskie poglądy parocha. Nie można zaprzeczyć inspiracją rosyjskim zwłaszcza przed I wojną światową, ale i po, o czym świadczą choćby wiece rusofilskich polityków w Tylawie podczas najgorętszego okresu. W końcu Cerkiew prawosławna bezpośrednio związana z caratem, i do 1917 r. realizował częściowo jego politykę. Duże znaczenie miał też ruch powrotny emigrantów zza oceanu, tam większość przeszła na prawosławie, ze względu na brak zrozumienia ich potrzeb przez miejscowy Kościół katolicki. Emigranci „przywieźli” ze sobą też i inne wyznania, z nurtu protestanckiego często przejęte raczej z pobudek ekonomicznych, ale nie mniej wyznania te są nadal popularne wśród Łemków. Obecne do dzisiaj opinie o jedynie liturgicznym uwarunkowaniu konwersji wpisują się w pewne, jak się okazuje nadal żywe, szowinistyczne spojrzenie na Łemków jako „głupich chłopów”.
W tym samy czasie na górze Jawor nad Wysową doszło do wydarzenia, które ma olbrzymie znaczeni dla Łemków i stanowi ważny element ich świadomości. W miejscu cudownego objawienia Matki Boskiej w 1929 r. postawiono kapliczkę, którą uroczyście poświecił abp. Kocyłowski. Sanktuarium porównywane jest do świętej góry Grabarki czy Częstochowy, choć i tu doszło do konfliktu z prawosławiem. Kościół grekokatolicki nie chciał uznać cudu, nawet utrudniał budowę kapliczki uznając ją za zbędną, a Łemkinie, świadka objawienia, nawet za niespełna rozumu. Dopiero, gdy ta zwróciła się o pomoc do parafii prawosławnej, Kościół zezwolił na budowę. Góra Jawor jest miejscem pielgrzymek Łemków z całego świata: Ukrainy, USA, Kanady, Australii, Europy; zwłaszcza na czas święta Piotra i Pawła, ale i w przeciągu roku.
Łemkowszczyzna w międzywojniu
Nacjonalizm ukraiński
Ukraiński ruch narodowy w latach dwudziestych nadal nie mógł trafić do Łemków, otrzymując kolejne policzki ze strony opcji rusofilskiej a zwłaszcza starorusinów. Najwyraźniejszym tego przejawem była niewątpliwe schizma tylawska. Działalność propagandowo- oświatowa (czy jak nazywali to Ukraińcy: uświadamiająca) prowadzona była głównie siłami Proświty i Ridnej Szkoły. Już w 1923 r. Zarząd Główny tej pierwszej uznał konieczność niesienia szczególnej „pomocy” m.in. Nadsaniu i Łemkowszczyżnie. Mimo tego do początku lat trzydziestych nie podjęto jakiejś szczególnie intensywnej, a zwłaszcza owocnej akcji. Do głównych przyczyn należy uznać, brak rodowitych agitatorów, których musieli zastępować specjalnie wysyłani do pracy aktywiście, głównie emigranci z Ukrainy Naddnieprzańskiej i studenci z Lwowa , konflikty wyznaniowe, ubóstwo i wciąż żywe wspomnienie Republiki Gładyszowskiej. 13 grudnia 1932 r. podczas konferencji w Gorlicach, postanowiono utworzyć Komisję Łemkowską. Samo użycie nazwy Łemkowska, jest wyrazem porażki dotychczasowego twardego postępowania ruchu nacjonalistycznego. Głównym celem Komisji była: „obrona Łemkowszczyzny przed denacjonalizacją i doprowadzenie do pełnej świadomości narodowej (ukraińskiej)” W ten sposób zapoczątkowano już otwartą walkę o Łemków głównie z nurtem starorusińskim. Ważną inicjatywą była tzw. akcja „książka na zachód”, w jej ramach zebrano blisko 7 tys. egzemplarzy książek i 15 tys. czasopism. Książki zostały rozdzielone między biblioteki, 62 parafie otrzymały po: 18 książek i 30 czasopism, oprócz tego „pilnie” wysłano na Łemkowszczyznę 14 bibliotek wędrownych. 500 Łemkom ofiarowano bezpłatną prenumeratę prasy ukraińskiej, ponadto 100 chłopcom zaoferowano stypendia w Galicji Wschodniej w celu „zbliżenia ich ze środowiskiem czysto ukraińskim” [podkr.- P.M.]. jednocześnie podkreślano potrzebę przejęcia pracy przez miejscowe elity. Kolejnym krokiem było wprowadzenie organu prasowego, początkowo miał nosić tytuł Ukrainskyj Łemko, ale ostatecznie wybrano Nasz Łemko. Pierwszym redaktorem został Petro Smerekanycz (wyjechał na stypendium do Niemiec- rok 1933- sic!) następnie J. Tarnowycz. Rozpoczęto również działalność wydawniczą w ramach tzw. Biblioteki Łemkowszczyzny, która do końca 1939 r. wydała ponad 20 pozycji. Zarząd Główny w roku szkolny 1933/34 zorganizował szereg okręgowych konferencji oświatowych, m.in. w: Tarnopolu, Czortkowie, Przemyślu i Stanisławowie, na których podkreślano potrzebę szczególnej „pomocy” dla Łemkowszczyzny i Huculszczyzny. W 1936 r. Proświta rozpoczęła budowę konspiracyjnej organizacji Sekcja Nacjonalnej Obrony, jej zadaniem było „szczególne zajmowanie się” miejscowościami „zagrożonymi” polonizacją, przy czym na plan pierwszy wysuwała się Łemkowszczyzna, Huculszczyzna, Wołyń i Polesie.
Kolejną organizacją, działającą w zasadzie komplementarnie z Proświtą była Ridna Szkoła. W grudniu 1936 r. na zjeździe Towarzystwa postanowiono utworzyć Komisję do Spraw Huculszczyzny i Łemkowszczyzny, w celu obrony przed zagrożeniem „obcymi wpływami narodowymi.” Należy zauważyć, że działalność tejże przyjęła się tylko na tzw. obszarze przejściowym, na Łemkowszczyźnie właściwej działalność ta nie znalazła wielu sprzymierzeńców i sympatyków.
Główna siła polityczna mniejszości ukraińskiej UNDO, zintensyfikował swoją działalność między listopadem 1926 i grudniem 1928 r., tj. między jej II i III zjazdem. Utworzono wówczas 5 Komitetów Narodowych w: Gorlicach, Grybowie, Jaśle, Nowym Sączu i Nowym Targu. Podczas wiecu w Nowej Wsi, dr Bijak próbował agitować na rzecz UNDO, co spotkało się ze sprzeciwem ludności, która nie życzyła sobie ukrainizacji Łemkowszczyzny i wyrażała wole ugody z Polakami, bo im „ żadna krzywda się nie dzieje!” O słabości tej partii najlepiej świadczą wyniki uzyskiwane w wyborach. W najbardziej „zukrainizowanym” okręgu sanockim (nr 77) nie dość, że wygrał kandydat polski to UNDO otrzymało ledwie 13 tysięcy głosów.
14 V 1936 w Sanoku zwołana została przez powiatowy komitet UNDO Narada polityczna poświęcona Łemkowszczyźnie W naradzie wzięło udział 184 Łemków z powiatów: sanockiego, krośnieńskiego, brzozowskiego, jasielskiego, rzeszowskiego, gorlickiego i leskiego. Poza tym posłowie Celewicz i Witwicki. Zwołano ją by zamanifestować, że UNDO (Ukraińcy) nie „zrzekło" się Łemkowszczyzny. Uchwalono szereg rezolucji, w których stwierdzono:
1.Łemkowszczyzna stanowi nierozerwalną część narodu ukraińskiego i
żadne wysiłki nie będą w stanie oderwać jej od pnia macierzystego
2.Uznająca Ukraińską Reprezentację Polityczną, jako przedstawicielkę interesów
Łemkowszczyzny i wyrażają jej pełne zaufanie i uznanie za
dotychczasową działalność.
3.Podkreślają role patriotycznego duchowieństwa gr.-kat. w odrodzeniu
narodowym i religijnym Łemkowszczyzny oraz przesyłają
pozdrowienia dla ks. bp. Kocyłowskiego
4.Domagają się zlikwidowania Administratury apostolskiej dla
Łemkowszczyzny lub obsadzenia jej przez duchownego Ukraińca.
5.Domagają się wprowadzenia do szkół na Łemkowszczyźnie języka
ukraińskiego, podręczników i nauczycieli ukraińskich
6.Żądająca prawa nabywania ziem przy parcelacji wielkich posiadłości i
pracy w miejscowych zakładach przemysłowych
7.Żądająca reaktywowania Sądu Okręgowego w Sanoku
8.Wzywająca ludność łemkowską do zorganizowania się w ramach ukraińskich instytucji społecznych pod kierownictwem UNDO.
Podczas kolejnego zjazdu Powiatowego Komitetu Narodowego UNDO w Sanoku (7 XII 1935), uznano m.in., że „Łemkowszczyzna uważa się za nierozerwalną część jedynego narodu ukraińskiego, i że niczyje wysiłki nie będą w stanie oderwać jej od pnia ukraińskiego.”
Ruch ukraiński spotykał się z wielką nieprzychylnością Łemków o orientacji starorusińskiej. Podczas Ruskiego Zjazdu Łemkowszczyzny, organizowanego przez RSO 6 maja 1934 r. w Sanoku, dały się słyszeć słowa najwyższego oburzenia wobec nacjonalistów ukraińskich. „Zjazd piętnuje metody walki ukraińskich szowinistów a specjalnie ukraińskich księży, którzy z ambony cerkiewnej robią arenę polityczną. Zjazd występuje przeciwko barbarzyńskiemu burzeniu pomników tallerhowskich, paleniu i niszczeniu majątku spółdzielczego i mordowaniu czołowych działaczy, co miało miejsce w Merwiczach, Karowie…” A, że nie były to czcze wymówki, wystarczy przytoczyć pierwszy z brzegu przykład. We wsi Tołszczowa postanowiono wznieść pomnik ku czci internowanych Rusinów w Talerhofie. W nocy przed uroczystościami odsłonięcia, na które zaproszony był m.in. poseł Baczyński, młodzież nacjonalistyczna zburzyła kamienny pomnik wraz z krzyżem.
O ruchu autonomicznym Łemków tak wypowiedział się (3 XI 1933) poseł klubu ukraińskiego D. Lewicki: „(…)Ukraińskie plemię Łemków ma zostać plemieniem polskiem i częścią narodu polskiego. By dojść do celu, władze szkolne wydały w r. b. elementarz, napisany djalektem łemkowskim, a władze administracji ogólnej zabraniają na Łemkowszczyźnie pracy ukraińskich oświatowych i spółdzielczych stowarzyszeń. By zanarchizować życie Łemków, forsują władze prawosławie i dążą do tego, by dla Łemkowszczyzny mianowano osobnego biskupa grecko-katolickiego, któryby pod względem hierarchicznym podlegał rzymsko-katolickiemu arcybiskupowi krakowskiemu.”
Faktem jest, że polskie władze zaczęły utrudniać działalność ukraińskich organizacji „oświatowych”, ale nieco później i raczej ich wyspecjalizowanym komórkom ds. Łemków, co do promocji prawosławia i podporządkowania AAŁ, komentarz jest zbędny.
Poczynania ukraińskie stopniowo były, coraz śmielsze, w 13. rocznicę odzyskania niepodległości w wielu parafiach księżą grekokatoliccy zbojkotowali święto, np. M. Duda w Wysowej, P. Szuflat z Bednarki, a także proboszczowie z Czarnego, Wołowca, Rozdziela, Męciny Wielkiej.
Do otwartej manifestacji wrogości wobec swojego (jakby nie było) państwa wykazywano zwłaszcza po powstaniu państwowości na Rusi Karpackiej, oraz wraz ze wzrostem prawdopodobieństwa konfliktu z Niemcami. Co raz pewniej i bezkarnie czujący się Ukraińcy dopuszczali się niszczenia godeł państwowych, np. na skrzynkach pocztowych w Olechowcach i Sanoczku. W Dubnem i Leluchowie ks. Sołohub uniemożliwiał naukę języka polskiego w szkole. Szerzyła się agitacja za wstąpieniem w szeregi Legionu Ukraińskiego, zanotowana choćby w: Zawadce Rymanowskiej, Zyndranowej, Tylawie, Trzcianej i Dukli. Interwencja polskiego rządu był zdecydowanie spóźniona i jedynie represyjna, cześć działaczy została osadzona na mocy dekretu prezydenckiego (25 XI 1938) w Berezie Kartuskiej.
Rusofile
Zniknięcie z map świata przedmiotu kultu, jakim była mitologizowana Rosja, wywołało wielki kryzys i w kręgach rusofilów łemkowskich, teraz ustępującym miejsca głównie starorusinom. Ich działalność ograniczała się zasadniczo do kultywowania pamięci po Talerhofie prowadzeniu czytelń im. Kaczkowskiego, a ideologicznie opcja trwała głównie dzięki wsparciu nadal aktywnych i silnych środowisk zza oceanu. Duże znaczenie miał pomoc materialna przysyłana ze Stanów Zjednoczonych, jak i kulturalna, choćby poprzez gazetę Łemko, Karpatskaja Ruś (wydawana do dzisiaj) i karpackoruskie kalendarze i inne wydawnictwa Łemko-Sojuza. Szczególną rolę odgrywał, Wanio Hunianko (właściwie Dmytro Wysłockij), który dosłużył się miana budziciela narodu.
Poparcie dla RSO/RNO kształtowało się ze względu na konfesję i status społeczny. Rusofilizm nadal popularny był wśród kleru wywodzącego się z Łemkowszczyny, duże poparcie znajdował tez u ludności wiejskiej, powracającej do prawosławia. Stąd też popularność, choćby w powiecie krośnieńskim. Duże znaczenie dla rozwoju struktur partyjnych mieli księża prawosławni, zwłaszcza M. Iwaśkow, wykorzystujący antyukraińskie nastawienie mieszkańców Tylawy. Popularność wśród Łemków znajdywały hasła odpolitycznienia Cerkwi, obsadzanie parafii miejscowymi księżmi, a również sprzeciw na rugowanie pojęcia Rusin i zastępowanie go terminem obcymim Ukrainiec. 27 kwietnia 1930 r. we Florynce powołano Komitet Powiatowy dla Grybowszczyzny. Pod koniec 1932 r. Rada Centralna RSO we Lwowie przygotowano, na szeroką skalę przygotowany plan działania na Łemkowszczyźnie. 15 października zwołano ogólnołemkowskie zebranie, podczas którego zaproponowano szereg działań w celu umocnienia pozycji partii na Łemkowszczyźnie. Ze względu na specyfikę Łemkowszczyzny, co raz silniejsze tendencje separatystyczne i prorządowe zdecydowano się na powołanie Łemkowskiego Komitetu. W jego ramach działały mniejsze jednostki zajmujące się problematyką: finansową, spółdzielczą, kulturalno-oświatową i szkolną, ponadto postanowiono na szerszą skalę wykorzystać pomoc rodaków ze Stanów Zjednoczonych. Zaczęto powoli rezygnować z twardego kursu rosyjskiego, ustępując zwłaszcza w kwestiach językowych, a do czego skłaniały sukcesy staroruskiego Łemko-Sojuzu. Podczas III zjazdu partii we Lwowie (26 XII 1933), grupa gorlicka wyraźnie zaakcentowała swoje autonomiczne stanowisko, część członków nawet przystąpiło do Łemko- Sojuzu, pozostając jednocześnie w partii rusofilskiej. Komentując te wydarzenia J. Moklak dostrzega tu zadziwiającą (dla siebie) niekonsekwencje, tymczasem nic dziwnego tutaj nie ma. Jak już wcześniej zauważyliśmy, ruch rusofilski na Łemkowszczyźnie był od początku dychotomiczny, z jednej strony za ojczyznę uznawano Łemkowszczyznę a Rosję raczej jako konstrukt idealistyczny. W momencie, gdy nurt autonomiczny dał swój upust w postaci tej organizacji, zrozumiałym jest zaangażowaniem w jego strukturach. Ta tendencja po prostu po raz pierwszy uległa instytucjonalizacji. Niemniej tendencje rusofilskie stopniowo wygasały i w końcu ustąpiły miejsca nacjonalizmowi ukraińskiemu a zwłaszcza nurtowi autonomicznemu.
Starorusini
Nurt staroruski wyraźnie propagował tendencje ugodowe w stosunku do Polski, a wyraźnie antagonistyczne do Ukraińców. Podczas zebrania 23 III 1930 r. w Krynicy Wsi, główni działacze M. Trochanowski i Orest Hnatyszak, namawiali do udziału w spółdzielniach, wstępowania do Kas Stefczyka, zdecydowanie sprzeciwiano się: „dążeniu ukraińskich agitatorów do ukrainizowania Łemkowszczyzny.” Jeszcze tego samego roku przed wyborami starorusini wyraźnie poparli BBWR, zaproponowali M. Trochanowskiego na kandydata do Sejmu z okręgu tarnowskiego (nr 45), albo gwarancji socjalnych. Ostatecznie Trochanowski nie wystartował w wyborach, ale BBWR zgodził się na następujące warunki: pomoc finansową w odniesieniu do gospodarki, uwzględnienie życzeń wyznaniowych, obsada posad nauczycielskich Łemkami, udzielanie kredytów długoterminowych, stworzenie odrębnego okręgu wyborczego dla Łemków. O sile tego nurtu świadczą wyniki wyborów, lista rządowa otrzymał przeciętnie od 70 do 90 % głosów, a w kilku okręgach powiatu nowosądeckiego nawet 100%! Starorusini zaczęli bojkotować nauczycieli ukrainofilów, zwłaszcza po antypolskich wystąpieniach w Wysowej i Blechnarce, aranżowanych przez nauczyciela I. Batiuka i ks. Dudę. O sile antyukraińskiej postawy Łemków i coraz wyższej samoświadomości świadczą również wyniki spisu powszechnego z 1931 r. W powiecie gorlickim 98,3 % deklarowało jako język używany: ruski (który, co ważne nie był rosyjskim lecz łemkowskim), a ukraiński 0,8 % ( tj. 211 osób). W sanockim, gdzie było tylko 315 prawosławnych, aż blisko 26 tys. mówiło po rusku ( 47 %). W najbardziej zdominowanym przez wyznawców prawosławia powiecie jasielskim (2 668 osób- 34,8 %) po rusku mówiło 96 %, ukraińsku 1,1. Wraz ze wzrostem znaczenia i agresywności Ukraińców i ten nurt zaczął tracić na znaczeniu. W 1938 r. nie był wstanie wystawić żadnego kandydata w wyborach parlamentarnych.
Łemko- Sojuz
8 grudnia 1933 r. w Sanoku do życia powołany został Związek Łemkowski ( Łemko- Sojuz). Głównymi inspiratorami jego powstania byli: poseł starorusiński Baczyński, dyrektor Narodnego Domu z Lwowa Iwana Słeziuk oraz działacze łemkowscy: Hnatyszak i Trochanowski. Do głównych celów zaliczano: aktywizację społeczną Łemków, potrzebę utworzenia odrębnego biskupstwa dla Łemkowszczyzny, ukrócenia: „ szerzenia szkodliwej agitacji w szkole i w cerkwiach”, obsadzanie stanowisk starorusinami. Do największych sukcesów tej organizacji należy zaliczyć wydanie podręcznika do języka łemkowskiego autorstwa M. Trochanowskiego, przejęcie wpływów Ruskiej Bursie, utworzenie AAŁ, ale przed wszystkim owocną współpracę z rządem polskimi płynące stąd profity (do czasu !). Jak ważnym było przejęcie szkół świadczą słowa autora bukwaru (Bukwaria i Perszoj czytanky) : „krzewicielami separatyzmu ukraińskiego na Łemkowszczyźnie jest w pierwszym rzędzie szkoła, która posługuje się podręcznikiem używanym na wschodzie, wszczepia młodzieży obce jej pojęcia ukraińskiej narodowości oraz ukraińskiego języka.” Głównym organem prasowym Łemko-Sojuzu był publikowany po łemkowsku: Łemko organ Łemkowskogo Sojuza (Nowy Sącz 1934, Krynica 1934-1936, Lwów 1936-1939). Działalność Łemko-Sojuzu ma swoją kontynuację po 1939 r. na emigracji. Łemko- Sojuz spotkał się z olbrzymią krytyką zarówno rusofilów jak i Ukraińców, wszyscy zarzucali służalczość wobec II RP oraz szerzenie „separatyzmu.”
Postawy ugodowe Łemków objawiał się nie tylko hucznym obchodzeniem urodzin Marszałka, ale również wiecami protestacyjnymi wobec rewizjonistycznych postulatów Hitlera (w tym samym czasie np. redaktor Naszego Łemka, korzystał ze stypendium w Berlinie), np. w Żdyni zebrało się 200 mieszkańców.
Łemkowie w planach Polaków
Trudno powiedzieć, kiedy tak naprawdę Polacy zaczęli interesować się Łemkami w kwestii ich ewentualnego spolonizowania. Pierwsze działanie były w rzeczywistości zorientowane na ich odciągniecie od ruchu ukraińskiego jako wywrotowego i antypaństwowego. Jednym z przejawów było inne traktowanie pod względem administracyjnym, na mocy tzw. ustaw kresowych. Polegało to na podtrzymywaniu tzw. kordonu sokalskiego, czyli sztucznego odłączenia od Galicji Wschodniej. Kolejnym etapem było dążenie do usamodzielnienia Łemków i wspierania ich tendencji staroruskich (jako propaństwowych) a następnie autonomicznych. W latach 1928-1930 rozpoczęto nawet wydawanie miesięcznika Łemko. Pismo dla ludu, pod redakcją Stefana Kosa. Tytułem nawiązywano, więc do periodyku przedwojennego, ale co ciekawe, gazeta była wyraźnie propolska i pisana alfabetem łacińskim, słownictwo mocno polonizowano. Wyraźne sukcesy wyborcze BBWR umacniały w przekonaniu, co do sukcesu prowadzonej polityki, powolnego zdobywania przychylności. Duże znaczenie miał też wpływ wojska, zarówno stacjonujących oddziałów pograniczników (często pomagających miejscowej ludności), jak i pobór Łemków, którzy spotykali się z kulturą polską. Istotna była pomoc materialna, głównie ze względu na zmiany powstałe w wyniku odcięcia granicą od południa, kierunku migracji zarobkowej, jak i początkowego zahamowania migracji za ocean. Jednak dopiero w momencie, gdy zarówno ukraiński nacjonalizm jak i starorusini/autonomiści rozpoczęli ostrą walkę o Łemka, również Polacy wzmożyli swoje zainteresowanie tym rejonem. Zdawano sobie sprawę z nie możności zasymilowania, ale „poczucie odrębności etnicznej wobec Ukraińców jest czymś realnym.”
W obrębie Komisji Naukowej Badań Ziem Wschodnich utworzono odrębny Dział Łemkowski, kierowany przez prof. J. Smoleńskiego. Zajęto się problemami ujętymi w kilku paneli badawczych: demograficznymi, językowymi, antropologicznymi, etnograficznymi i geomorfologicznymi. Początkowo popierana przez rząd działalność zarówno rusofilów, starorusinów jak i samych Łemków, od wejścia na drogę ugody („normalizacji”) z Ukraińcami w 1935 r., zaczęła schodzić na plan dalszy. Na miejsce łemkowskich nauczycieli, którzy zastąpili ukraińskich teraz obsadzano Polaków, głównie mężczyzn, zapewne dla zwiększenia autorytetu, jak i założenia większej odporności psychicznej na ewentualne zaczepki czy pogróżki. Najistotniejszą oznaką zmiany podejścia polskiego rządu do sprawy łemkowskiej było utworzenie Wojewódzkiego Komitetu dla Łemkowszczyzny. Dla wyjaśnienia nagłej zmiany postawy władz udała się delegacja do premiera F. Sławoja- Składkowskiego. 29 V 1938 w Warszawie stawili się: M. Trochanowski, O. Hnatyszak, J. Jaworski (notariusz z Bukowska) i ks. I. Polański. Niestety premier nie znalazł czasu dla nich, a do spotkania oddelegowany został dyrektor departamentu Sawicki. Jedyny wniosek, do jakiego można było dojść, to coraz większe liczenie się rządu z ruchem ukraińskim i utratą przez Łemków dotychczasowej pozycji.
Łemkowie byli obiektem zainteresowania polskiego nacjonalizmu. Al. Bartoszuk, już cytowany w pracy, dokonał analizy nazwisk mieszkańców Łemkowsczyzny. Znalazł 27 198 wybitnie polskich, podczas gdy w spisie powszechnym z 1931 r. deklarowało polską narodowość ledwie 16 652 osoby. To uznał za uprawnieni do wyrażenia opinii „ oznacza to konieczność zaopiekowania się co najmniej 11 000 narodowo nieuświadomionymi. (…) Można postawić twierdzenie, że większość mieszkańców Łemkowszczyzny jest polska.” Pozwolę sobie nie komentować!
Dynamicznie rozwijały się postawy komunistyczne. Z jednej strony wykorzystując prorosyjskość Łemków, a z drugiej trafiając na podatny grunt, wśród ludności biednej, mało lub bezrolnej. Agitacje, często prowadzili sami Łemkowie, swoje ośrodki Komunistyczna Partia Polski (co istotne nie działała tutaj KPZU) założyła m.in. w: Myscowej, Woli Cieklińskiej, Nowicy, Lipnej, Świątkowej, Smerekowcu i Skwirtnem.
|